niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział III

Chłopak spojrzał na mnie . Myślałam, że się na mnie obraził, ale po chwili uśmiechnął się.
- Nic się nie stało. Jesteś po prostu wkurzona, że musisz się mnie wprowadzić w mury szkoły. –powiedział do mnie szczerze.
- Dzięki, teraz masz fizykę a ja biologię. Ale nie martw się jak będzie dwie minuty przed końcem lekcji to przyjdę pod twoją klasę. – oznajmiłam wychodząc z klasy. Szliśmy w ciszy a na nowego ucznia patrzyli inni uczniowie. Czułam się nie swojo.
- Rosalie, a może dzisiaj pójdziemy omówić jaki mamy plan na projekt?- zapytał a ja nie wiedziałam co powiedzieć. W końcu Taylor zaproponowała mi kawę.
- No mam wolne po szkole.
- No to jesteśmy umówieni?
- Tak. – powiedziałam patrząc się przed siebie. Wtem na końcu korytarza zobaczyłam zobaczyłam swojego przyjaciela Chrisa, który rozmawiał z kolegom z drużyny. Chris był ode mnie o rok starszy, ale normalnie dogadywaliśmy się. Gdy mnie zobaczył powiedział coś do swojego przyjaciela, który skierował się w stronę Sali od fizyki.
- Ros!- krzyknął do mnie, a ja podeszłam do niego razem z Jamesem.
- I jak sprawdzian? – zapytał uśmiechając się do mnie.
- Nie było nauczycielki, bo się rozchorowała.
- A cha … - nie dokończył zdania, ponieważ zobaczył nowego ucznia.
- Poznaj nowego ucznia Jamesa Starka. Będzie chodził ze mną do klasy.
- Miło mi Cię poznać – powiedział Christian oschle. – Rosalie mogę z tobą pogadać na osobności?
- Rosalie będę czekał niedaleko. – powiedział James odchodząc. Spojrzałam szybko na przyjaciela, który uśmiechnął się do nie.
- Ros czy masz palny na wieczór w sobotę? – zapytał chłopak patrząc w moje szare oczy. Bardzo zdziwiłam się jego pytaniem.
- Nie mam, a co? – zapytałam zaciekawiona jego odpowiedzią. Czekałam kilka chwil na odpowiedź. Widziałam po przyjacielu, że jest spięty. – No mów, bo nam przerwy nie starczy.
- Pomyślałem, że może pójdziemy do kina na jakiś film. – powiedział szybko. Zdziwiłam się bardzo, że mój przyjaciel o takie coś zapytał. Widać, że jeszcze do dobrze nie znałam.
- Ok nie ma sprawy pójdę z tobą. – odparłam szczerze do przyjaciela. Widać było po nim, że się rozluźnił. – Mam małe pytanie.
- No to pytaj Rosalie.
- Myślałam, że podoba Ci się Taylor a nie ja. – powiedziałam powoli robiąc się cała czerwona. Chłopak zaczął się śmieć.
- Na początku tak było, że ona mi się spodobało, bo ją lepiej poznałem. Ale przy tobie inaczej się czuje Ros.
- Na serio tak jest? – zapytałam całkowicie zaskoczona odpowiedzią Christiana.
- No ta, ale wiesz Taylor kreci z Jacem.
- A ona mi nic nie powiedziałam a niby jest moją przyjaciółką. – powiedziałam smutno. Po chwili zadzwonił  dzwonek na lekcje. Akurat teraz, gdy poznałam nowe fakty. – Zadzwoń do mnie wieczorem ok.
- Ok. to do wieczora! – krzyknął biegnąc na lekcje. Spojrzałam na Jamesa, który podszedł do mnie.
- Idź do tej klasy. – powiedziałam zaprowadzając go do drzwi. Szybko pobiegłam na biologię. W sumie miałam jeszcze cztery lekcje. Do domu miałam wracać o czternastej, ale umówiłam się na kawę z nowym uczniem. Wolnym krokiem wyszłam ze szkoły i poszłam do najbliższej i dobrze znanej mi kawiarni. Wtem popatrzałam na niebo, po którym zaczęły płynąć ciemne deszczowe chmury. Jeszcze tego brakowało. – powiedziałam sobie w myślach. Przez okno zobaczyłam siedzącego Jamesa, który czytał gazetę.













sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział II


Stałam jak posąg i nie wiedziałam ci mam robić. Zakłopotany Christian lekko uderzył mnie w ramię, ale ja nadal stałam jak wryta.
- Rosalie, co jest? – zapytał mnie opiekuńczo. Szybko się poruszyłam patrząc w oczy przyjaciela.
- Nic mi nie jest. – skłamałam poprawiając torbę, która ześlizgnęła mi się  z ramienia.
- Na pewno, jak co to mów. – powiedział łapiąc mnie  za rękę a ja  się zarumieniłam. – Idziemy do szkoły.
- Tak, bo się spóźnimy. – powiedziałam i szybko poszłam za Christianem. Byłam wdzięczna przyjacielowi za jego reakcję. Dobrze, że był razem ze mną.

***

Po kilku chwilach od całego zajścia siedziała już w ławce. Cała moja klasa dowiedziała się, że nauczycielka Chemii rozchorowała się i będą mieć Historie. Niestety ja sama siedziałam w ławce, ponieważ Taylor jeszcze nie przyjechała.
- Witam szanowną klasę, jak już wiecie pani Anderson zachorowała i nie będzie jej cały tydzień. Dzisiaj będziecie mieć historię. Dzisiaj testu  z chemii nie będzie, ale się nie cieszcie będzie on w następny piątek. Na dzisiejszej lekcji zaczniecie pracować nad projektem w parach. Tak jak siedzicie w ławce. – powiedziała nauczycielka od historii. Wtem do klasy wszedł dyrektor szkoły i zaczął rozmawiać z nauczycielkom. Po kilku chwilach dyrektor Redbird przemówił.
- Drodzy uczniowie wasza klasa się powiększy o jednego ucznia! – powiedział z dumą dyrektor a cała klasa zaczęła po cichu dyskutować. Tylko ja siedziałam cicho, bo nie miałam z kim pogadać. Wtem do klasy wszedł ten chłopak, którego widziałam przed szkołom.
- Droga klaso poznajcie Jamesa Starka i taktujcie go jak waszego przyjaciela. – powiedziała głośno pani Montgomery. Chłopak stanął na środku klasy i się uśmiechnął. Moim zdanie miał ładny uśmiech. Jessica i jej „ damy dworu’’ zaczęły chichotać zresztą jak inne dziewczyny. – Chyba tylko ja jestem normalna. – powiedziałam sobie w myślach pisząc coś w zeszycie, ale wtem usłyszałam jak dyrektor mówi do chłopaka.
- Jamesie przez cały ten tydzień będzie się tobą zajmować Rosalie Jeakson. – na te słowa spojrzałam przestraszona na dyrektora. Wiedźma Jessica i cała klasa przestali przeżywać.
- Ale…ja… - chciałam powiedzieć co myślę o tym pomysłem, ale przerwała nam wychowawczyni.
- Żadne, ale ty się do tego najbardziej nadajesz Rosalie. – powiedziała pani Montgomery.
- No dobrze. – westchnęłam siadając prosto na krześle.
- Wspaniale! Jamesie usiądź do Rosalie. Będziesz z nią siedzieć na każdej Historii.
- Proszę pani, ale ja siedzę z Taylor i…
- Już postanowione. – powiedział dyrektor wychodząc z klasy. Chłopak usiadł obok mnie. Ja odwróciłam się i udawałam, że czytam notatkę z poprzedniej lekcji. Wtem wychowawczyni napisała na tablicy temat.
- Każda para teraz wylosuje temat projektu. Na przygotowanie projektu macie całe dwa tygodnie. – powiedziała wyciągając z biurka metalową miseczkę w której były poskładanie karteczki. – Zaczniemy od Rosalie i Jamesa.
- Ale ja miałam robić projekt z Ta…
- Losuj Rosalie i nie gadaj. – powiedziała złośliwie nauczycielka.
- Niech nowy losuje. – bąknęłam przepisując temat do zeszytu. Chłopka sięgnął do miseczki i wziął kartkę. Nie miałam zamiaru na niego patrzeć. Wtem poczułam lekkie pukanie w ramię. Spojrzałam szybko w tamtą stronę.
-  Mamy przygotować projekt o Państwie Króla Artura. – powiedział uśmiechając się. Ja nic nie powiedziałam tylko skinęłam głową. Zaczęłam udawać, że coś szukam w podręczniku. Po dziesięciu minutach zadzwonił dzwonek. Szybko się spakowałam i skierowałam się w stronę drzwi. I zapomniałam, że miałam „ opiekować’’ nowym uczniem.

- Przepraszam. – powiedziałam podchodząc do niego. 

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział I

- Rosalie wstawaj! – krzyknęła głośno mama córkę z kuchni. Wystawiłam głowę spod kołdry
i spojrzałam na budzik, który wskazywał 6:45. Taylor miała przyjechać po mnie jak zawsze o 7.45, więc nie musiałam się śpieszyć. Ściągnęłam kołdrę z ramion i przewróciłam się na plecy patrząc na sufit. Zawsze robiłam tak budząc się rano. I rozmyślając jak będzie wyglądał jej dzień. Równo o siódmej wygramoliłam się z łóżka i poszłam wziąć porządny prysznic. Po porannej toalecie ubrałam obcisłe jeansy, biały top z wieżą Efflie i na to czarną bluzę. Na nogi włożyłam nowe szare trampki sięgające jej do kostek. Swoje piękne blond włosy spięłam w koński ogon. Zabrawszy torbę z książkami zeszłam na dół i skierowałam się prosto do kuchni. W kuchni zastałam swoją mamę, która jak zawsze o tej porze zaczynała szykować się do pracy.
- Dzień Dobry. – powiedziała mama z entuzjazmem do mnie stawiając na stole kawę i tosty z serem. Ziewnęłam i przytaknęłam ruchem głowy.
- Hej mamo. – powiedziałam siadając  na krześle i upijając łyk ciepłej kawy.
- Wyspałaś się? – zapytała kobieta siadając naprzeciwko mnie i.
- Nie, do dwudziestej trzeciej uczyłam się do testy z Historii i Chemii. – powiedziałam gryząc kawałek tosta.
- I nauczyłaś się?
- Historię tak, ale z chemii nie do końca. – powiedziałam patrząc na matkę i uśmiechając się lekko.
- I tak masz bardzo dobre oceny Rosalie. Nie martw się ten test z chemii tez pójdzie Ci dobrze.
- Przecież wiem, dla mnie to żadna nowość, ze dostanę pozytywną ocenę. –powiedziawszy to zjadłam ostatni kawałek tosta i dopiłam do końca swoją kawę. W kuchni zapadła głucha cisza, której nie mogłam znieść. Wtem w mojej torbie zaczął brzęczeć telefon.
- Przepraszam to pewnie Taylor. – powiedziawszy to wyciągnęłam z torby telefon. Nie miliłam się kto przysłał mi wiadomość.  Do mnie napisała moja koleżanka, którą znałam od dzieciństwa.
                                                                            ***
Hej Ros!
Bardzo Cię przepraszam dzisiaj nie przyjadę po ciebie, ponieważ wypadło mi coś. Nie będzie mnie na dwóch pierwszych lekcjach. Może po szkole pójdziemy na kawę? Spotkamy się w szkole jeszcze raz przepraszam.
                                                                            ***
- Po prostu świetnie. – powiedziałam gniewnie wstając z krzesła pędząc do korytarza.
- Co się stało? – zapytała opiekuńczo kobieta.
- Tylor coś wypadło i musze jechać autobusem. –szybko ubrałam cienki granatowy płaszcz i szybko wybiegłam z domu. Do przyjazdu autobusu zostało mi cztery minuty a do przystanku nie  miałam tak blisko. Na szczęście szybko biegałam i w ciągu trzech minut znalazłam się na przystanku. Akurat za zakrętem pojawił się autobus. Szybko poprawiłam swoje włosy. Autobus stanął a ja szybko wsiadłam do niego.
   Gdy znalazłam się w środku popatrzałam na siedzenia. W oddali  zobaczyłam swojego przyjaciela Christiana. Powoli skierowałam się w stronę przyjaciela. Chłopak na mnie spojrzał i uśmiechnął się.
- Cześć Ros! – powiedział przyjaźnie zabierając plecak z siedzenia, abym mogła usiąść.
- Hej Chris, co tam u ciebie? – zapytałam siadając obok przyjaciela.
-  Jak zawsze dobrze. Zdziwiłem się, że ty jedziesz autobusem. – Powiedział uśmiechając się.
- Taylor coś wypadło, więc musiałam jechać autobusem, ale chociaż mam z kim pogadać.
- Napisała mi wczoraj, że jej nie będzie na dwóch pierwszych lekcjach. A umiesz na  sprawdziany? – zapytał chłopak sprawdzając coś w telefonie.
- A jak myślisz przyjacielu? – zapytałam wyciągając z torby zeszyt z chemii.
- Sądzę, że tam. Ja niestety nie umiem z historii, bo miałem do późna trening.
- Treningi są ważniejsze od nauki. – powiedziałam patrząc na widok z okna. Chłopak nic nie powiedział tylko pisał coś na telefonie. Postanowiłam, że pouczyę się jeszcze z chemii. Jechalśmy już piętnaście minut. Po chwili zatrzymaliśmy się przed szkołą. Poczekałam aż wszyscy wysiądą. Nie lubiłam pchać się więc nauczyłam się czekać. Gdy wysiadłam z autobusu z Christianem, poczuła, że ktoś obserwują mnie. Szybko popatrzałam za siebie i się wystraszyłam. Po drugiej stronie ulicy w cieniu stał chłopak w jej wieku. Był ubrany w modne czarne jeansy i doskonale dopasowaną koszulę. Na nogach miał czarne buty i był okryty długim czarnym płaszczem. 

Prolog

     Dawno temu Skandynawie wierzyli, że ich bóstwa mieszkają w innej krainie. Ta kraina nosiła nazwę Asgard. Opowiem wam skróconą historię innej krainy w, której nie mieszkali bogowie tylko zwykli ludzie, którzy przemieniali się w wilki. Każdy człowiek pod normalną postacią miał jedną unikatową moc. Ale nie teraz o tym. Kraina ta nazywała się Green Land.                                                   
     Każda kraina musi mieć władcę, ale nie ta. O władzę nad krainą i poddanymi walczyły dwa wielkie rody, ale nie było tak od samego początku. Pierwszym wielkim królem był Dariusz Drak. Jego zastępcom i pierwszym pierwszym dowódcom wojsk był jego największy przyjaciel Mikael Valdescu.

   
  Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Jedno wydarzenie rozpoczęło wielką wojnę, w której zginęły tysiące mieszkańców. Wielkie zjednaczane kiedyś królestwo rozpadło się na dwie części.