-
Rosalie wstawaj! – krzyknęła głośno mama córkę z kuchni. Wystawiłam głowę spod
kołdry
i spojrzałam na budzik, który
wskazywał 6:45. Taylor miała przyjechać po mnie jak zawsze o 7.45, więc nie
musiałam się śpieszyć. Ściągnęłam kołdrę z ramion i przewróciłam się na plecy
patrząc na sufit. Zawsze robiłam tak budząc się rano. I rozmyślając jak będzie
wyglądał jej dzień. Równo o siódmej wygramoliłam się z łóżka i poszłam wziąć
porządny prysznic. Po porannej toalecie ubrałam obcisłe jeansy, biały top z
wieżą Efflie i na to czarną bluzę. Na nogi włożyłam nowe szare trampki
sięgające jej do kostek. Swoje piękne blond włosy spięłam w koński ogon.
Zabrawszy torbę z książkami zeszłam na dół i skierowałam się prosto do kuchni.
W kuchni zastałam swoją mamę, która jak zawsze o tej porze zaczynała szykować
się do pracy.
-
Dzień Dobry. – powiedziała mama z entuzjazmem do mnie stawiając na stole kawę i
tosty z serem. Ziewnęłam i przytaknęłam ruchem głowy.
-
Hej mamo. – powiedziałam siadając na
krześle i upijając łyk ciepłej kawy.
-
Wyspałaś się? – zapytała kobieta siadając naprzeciwko mnie i.
-
Nie, do dwudziestej trzeciej uczyłam się do testy z Historii i Chemii. –
powiedziałam gryząc kawałek tosta.
-
I nauczyłaś się?
-
Historię tak, ale z chemii nie do końca. – powiedziałam patrząc na matkę i
uśmiechając się lekko.
-
I tak masz bardzo dobre oceny Rosalie. Nie martw się ten test z chemii tez
pójdzie Ci dobrze.
-
Przecież wiem, dla mnie to żadna nowość, ze dostanę pozytywną ocenę.
–powiedziawszy to zjadłam ostatni kawałek tosta i dopiłam do końca swoją kawę.
W kuchni zapadła głucha cisza, której nie mogłam znieść. Wtem w mojej torbie zaczął
brzęczeć telefon.
-
Przepraszam to pewnie Taylor. – powiedziawszy to wyciągnęłam z torby telefon. Nie
miliłam się kto przysłał mi wiadomość. Do mnie napisała moja koleżanka, którą znałam
od dzieciństwa.
***
Hej
Ros!
Bardzo
Cię przepraszam dzisiaj nie przyjadę po ciebie, ponieważ wypadło mi coś. Nie
będzie mnie na dwóch pierwszych lekcjach. Może po szkole pójdziemy na kawę?
Spotkamy się w szkole jeszcze raz przepraszam.
***
-
Po prostu świetnie. – powiedziałam gniewnie wstając z krzesła pędząc do
korytarza.
-
Co się stało? – zapytała opiekuńczo kobieta.
- Tylor coś wypadło i musze jechać autobusem.
–szybko ubrałam cienki granatowy płaszcz i szybko wybiegłam z domu. Do
przyjazdu autobusu zostało mi cztery minuty a do przystanku nie miałam
tak blisko. Na szczęście szybko biegałam i w ciągu trzech minut znalazłam się
na przystanku. Akurat za zakrętem pojawił się autobus. Szybko poprawiłam swoje
włosy. Autobus stanął a ja szybko wsiadłam do niego.
Gdy znalazłam się w środku popatrzałam na
siedzenia. W oddali zobaczyłam swojego
przyjaciela Christiana. Powoli skierowałam się w stronę przyjaciela. Chłopak na
mnie spojrzał i uśmiechnął się.
-
Cześć Ros! – powiedział przyjaźnie zabierając plecak z siedzenia, abym mogła
usiąść.
-
Hej Chris, co tam u ciebie? – zapytałam siadając obok przyjaciela.
- Jak zawsze dobrze. Zdziwiłem się, że ty
jedziesz autobusem. – Powiedział uśmiechając się.
-
Taylor coś wypadło, więc musiałam jechać autobusem, ale chociaż mam z kim
pogadać.
-
Napisała mi wczoraj, że jej nie będzie na dwóch pierwszych lekcjach. A umiesz
na sprawdziany? – zapytał chłopak
sprawdzając coś w telefonie.
-
A jak myślisz przyjacielu? – zapytałam wyciągając z torby zeszyt z chemii.
-
Sądzę, że tam. Ja niestety nie umiem z historii, bo miałem do późna trening.
-
Treningi są ważniejsze od nauki. – powiedziałam patrząc na widok z okna.
Chłopak nic nie powiedział tylko pisał coś na telefonie. Postanowiłam, że
pouczyę się jeszcze z chemii. Jechalśmy już piętnaście minut. Po chwili
zatrzymaliśmy się przed szkołą. Poczekałam aż wszyscy wysiądą. Nie lubiłam
pchać się więc nauczyłam się czekać. Gdy wysiadłam z autobusu z Christianem,
poczuła, że ktoś obserwują mnie. Szybko popatrzałam za siebie i się wystraszyłam.
Po drugiej stronie ulicy w cieniu stał chłopak w jej wieku. Był ubrany w modne
czarne jeansy i doskonale dopasowaną koszulę. Na nogach miał czarne buty i był
okryty długim czarnym płaszczem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz